23 czerwca 2013

Historia pierwsza


 Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to będzie nasze ostateczne pożegnanie. Nigdy bym nie przypuszczał, że znajdę się w takiej sytuacji. Ja mam narzeczoną, ona za parę dni wychodzi za mąż. Spotkaliśmy się przypadkowo. W parku. Biegała i nie zauważyła mnie, idącego z zakupami...Nie wiem, co mnie w niej zauroczyło. Urocze rumieńce, gdy przepraszała? Nieśmiały uśmiech i kokieteryjne spojrzenie? Rozwiany włos? Szczupła sylwetka? Jednak to wystarczyło. Zaczęliśmy się spotykać, na początku na kawie, później chodziliśmy na spacery. Dowiadywaliśmy się o sobie nowych rzeczy. Ona wiedziała, że kogoś mam. Ja wiedziałem, że jest zaręczona. Mimo wszystko nie mogliśmy się opanować... Pragnęliśmy siebie nawzajem. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że źle robimy, ale... Jej usta, dłonie, ruchy... Kompletnie straciłem głowę dla pięknej szatynki, która zawładnęła również moim sercem. Co miałem jej dziś powiedzieć? Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co czuję...

 Umówiliśmy się w parku. Tam, gdzie się poznaliśmy. Odruchowo splotłem nasze palce. Jej dłoń była taka drobna i delikatna. Udaliśmy się do najbardziej cichego zakątka, gdzie nigdy nie zaglądają ludzie. Nie mam pojęcia, dlaczego. Według nas jest to najbardziej magiczne miejsce w całym parku.
- Nie chcę mi się wierzyć, że już nigdy więcej cię nie zobaczę... - zaczęła. W jej zielonych oczach zabłysły łzy.
- Nie płacz, kochanie - wtuliłem twarz w jej włosy. Przyjemnie pachniały truskawkowym szamponem. - Ja nie mogę się z tym pogodzić... Przecież my nie możemy bez siebie żyć! Może powinniśmy zakończyć nasze związki i być ze sobą? Pomyśl jak byłoby cudownie! - Zaproponowałem. Chwytałem się ostatniej deski ratunku. Byleby być z nią...
- Co? Jak ty to sobie wyobrażasz? Mamy ot tak to wszystko skończyć? To nie takie proste!
- Wyjedźmy gdzieś! Gdzieś daleko...Ola ja nie mogę bez ciebie żyć! Zrozum to! Tylko ty dajesz mi szczęście! Dzięki tobie wiem, po co mam wstawać rano z łóżka. Kocham cię do szaleństwa! I nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ciebie. Bo nie mogę sobie wyobrazić, że nie będę widział twoich oczu, uśmiechu, słyszał twego głosu...Nie będę cię całował, dotykał...
- Ale Piotrek... - jęknęła bliska płaczu. - To brzmi tak pięknie w twoich ustach, ale my nie możemy... Zasady...
- Pierdolę wszystkie zasady!- wrzasnęłam i przyciągnąłem ją do siebie z całej siły. Gwałtownie wbiłem się w jej usta, a ona nawet nie protestowała. Zarzuciła mi ręce na szyję i oddawała pocałunki. Nie było w nich za grosz delikatności. Były łapczywe, namiętne, zachłanne...

 Jego pocałunki scałowywały wszystkie wątpliwości. Sprawiały, że miałam ochotę poddać się temu szaleństwu, rzucić wszystko w cholerę i zostać z nim. Jednak wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. W moim przypadki to chyba rozum wziął kontrolę nad rozumem.
- Piotrek... Dajmy temu spokój - oznajmiłam odchodząc od niego. - To wszystko nie ma sensu. To, co teraz robimy. Musimy o sobie zapomnieć, słyszysz? O tym wszystkim, co między nami zaszło. Musimy zachowywać się tak jakbyśmy się nigdy nie poznali. Tak będzie lepiej. I dla nas i dla naszych drugich połówek, z którymi zamierzamy wziąć ślub...
- Nie wierzę w to, co mówisz! Tak jakby cię to w ogóle nie obchodziło, nic nie znaczyło...
- Oczywiście, że wszystkie chwile, które spędziliśmy razem są dla mnie naprawdę ważne, ale tak nie może być dalej. Musimy to skończyć i zacząć nowe życie. Bez siebie.
- Zrozum, że ja tak nie potrafię! Nic na to nie poradzę, że zakochałem się w tobie jak wariat!
Spojrzałam na niego. Płakał. Serce mi zmiękło. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ale byłam gotowa się poddać.
- Dobrze... Skoro tak stawiasz sprawę... Ja zerwę z narzeczonym, a ty z narzeczoną.
- I zaczniemy nowe życie? Ze sobą?
- Tak... Ze sobą...

 Byłam naiwna wierząc, że rzuci swoją narzeczoną. Ja wywiązałam się obietnicy, którą mu dałam. Zerwałam z Kubą na dwa tygodnie przed ślubem. Nie oszukiwałam. Powiedziałam mu całą prawdę. O tym, że będąc razem poznałam kogoś innego i zakochałam się do szaleństwa. Czułam, że zasługuje na to, by wiedzieć, co zmusiło mnie do takiego czynu. Nie był zachwycony, ale po pewnym czasie zrozumiał i docenił moją szczerość. Dziękował nawet za to, że otworzyłam mu oczy. Nie mogłam się z nim związać na całe życie. Zrujnowałabym życie nie tylko sobie, ale przede wszystkim jemu, który zasługuje na to, by poznać lepszą dziewczynę ode mnie. Chciał oszczędzić mi wstydu i przed wszystkimi powiedzieliśmy, że to była nasza wspólna decyzja. Na koniec życzył mi szczęścia na dalszej drodze z Piotrkiem. Chciałabym, żeby tak było...
Niestety.
Dzwoniłam do niego, ale nie odpowiadał. Chodziłam do jego domu, ale nikt mi nie otwierał. Bałam się, że coś mu się stało i nie ma jak mnie o tym powiadomić. Przeczuwałam najgorsze, jednak jednego się nie domyśliłam...W dniu jego planowanego ślubu udałam się do Kościoła, w którym miała odbyć się uroczystość. Poczułam się koszmarnie. Jak najgorsza osoba na świece. Zrozumiałam, że kłamał. Może i mnie kochał, ale dla tej miłości nie był w stanie zrezygnować ze ślubu z inną... Łzy zakręciły mi się w oczach, gdy patrzyłam na niego, ubranego w elegancki garnitur i na nią, wyglądającą olśniewająco w pięknej, białej sukni... Nie wiem, co podkusiło mnie do tego, aby podejść bliżej. Nie zwracałam uwagi na ludzi, którzy patrzyli się na mnie dziwnie, gdy szłam przez Kościół. Ja tylko chciałam popatrzeć jak ostatecznie go tracę.
- ... i obiecuję, że nie opuszczę cię aż do śmierci- Wypowiedział słowa przysięgi i wtedy mnie dostrzegł. Cień zakłopotania i przerażenia wdał się na jego twarz. Nie chciałam jednak rujnować całej uroczystości. Zacisnęłam powieki, aby później wybiec przed świątynię i rozpłakać się jak małe dziecko...Nic już nie miało najmniejszego sensu.
Straciłam go bezpowrotnie.
Straciłam go na zawsze...


****

Witam ;*

Wakacje mi się już zaczęły, choć dopiero w piątek zakończenie roku, więc szaleję z tego powodu :D 
Na pomysł pisania jednoodcinkowych historii o Piotrku wpadłam już jakiś czas temu i postanowiłam wprowadzić go w życie ^ ^ 
Nie wiem, dokładnie ile ich będzie, na razie mam pomysły na jakieś pięć, może sześć, a później się zobaczy :D I tak... to będą historie tylko o Piotrku :D 
Postaram się dodawać jak najczęściej i zmobilizować się do pisania na inne opowiadania, by je skończyć. Miałam takie same plany w tamtym roku, ale jakoś nic z nich nie wyszło i żywię głęboką nadzieję, że teraz będzie inaczej :D 
Mam nadzieję, że takie piotrkowe historie przypadną Wam do gustu ^^

Pozdrawiam ;* 

3 komentarze:

  1. Och a to zimny drań!
    Faceci... zawrócą w głowie, a potem odejdą... Złe plemię. :D
    Ale... mam nadzieję, że któraś z tych historii skończy się happy endem i zobaczymy Piotrka w jakiejś uroczej wersji. :D (np. przytulającego płaczące dziecko, może być jego, ale tylko z właściwą osobą xD)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chce niweczyć Twojego optymizmu, ale nie wydaje mi się, abyś w okresie klasy maturalnej miała czas na regularne pisanie, chociaż życzę tego Tobie z całego serca! Uprzedzam, bo sama doświadczyłam braku czasu, co cholernie mnie wkurzało. Wierzę jednak, że Ty dasz radę; że zdołasz połączyć naukę z przyjemnościami :D
    Wspaniale jest wrócić do świata opowiadań, mimo iż wygląda on już zupełnie inaczej. Oczekując na wyniki egzaminów robię to, na co mam ochotę - powróciłam chociażby do tworzenia, zaczęłam też nadrabiać zaległości! :-) Cieszę się, że założyłaś nowego bloga, na którym masz zamiar publikować historie tylko i wyłącznie o Piotrku Nowakowskim. Mamy sezon reprezentacyjny, więc jest okej.
    Zaskoczyłaś mnie pierwszym opowiadaniem! Nie spodziewałam się, że Piotrek okaże się tchórzem. Zapewniał Olę o swej miłości, przekonywał ją pocałunkami do zmiany decyzji, na co ta przystała. I co? Poświęciła swoją przyszłość, skrzywdziła dotychczasowego narzeczonego po to, by doświadczyć ogromnego zawodu i cierpieć w samotności. Chłopak zachował się okropnie, aż chciałabym zobaczyć jego minę, gdy Ola pojawiła się w kościele. Zabawił się nią. Wszystko :-(
    Całuję i ściskam. W wolnej chwili zapraszam również do siebie:
    www.flying-wings.blog.onet.pl
    www.gust-of-wind.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, nie jest to zbytnio radosne :( Piotrek, jak mogłeś? Najpierw zdradza narzeczoną, potem obiecuje nowej ukochanej wspólne życie i co? tchórz, kłamca i wiele innych złych rzeczy mogę o nim powiedzieć. Tak bardzo szkoda mi Oli :( Jeszcze musiała oglądać to w kościele. Mam nadzieję, że Piotrek poczuł się tak okropnie jak ona.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń