13 lutego 2015

Historia piąta

 Po pierwszej, a zarazem ostatniej nocy spędzonej z mężczyzną mojego serca jak parszywy tchórz uciekłam z Rzeszowa. Nie mogłam postąpić inaczej po tym jak mnie potraktował. Bolała mnie dusza, bolało serce, które rozpadło się na kawałki. Doskonale zdawał sobie sprawę jak wielką krzywdę wyrządza swoimi słowami. Ból, który wtedy czułam był nie do opisania. Targały mną różne emocje. Złość. Upokorzenie. Wstyd. I miłość. Miłość przede wszystkim. Wiedział o moim uczuciu. Mimo to sprawił, że cierpiałam katusze. Ta miłość zniszczyła mnie psychicznie i fizycznie. Wypalała wnętrze. Odbierała resztki rozumu. Każdy skrawek mojego ciała chciał czuć jego bliskość. Uszy chciały słyszeć jego słowa. Te wypowiedziane na głos i te, które szeptał... Usta chciały dotykać jego ust, dłonie ciała, nozdrza chciały napawać się jego zapachem...
Przymknęłam powieki odtwarzając na nowo pamiętny poranek...

 Obudziło mnie słońce, które wdzierało się do sypialni przez odsłonięte rolety. Nie wiedziałam, co się dzieje. Rzeczywistość, która mnie otaczała była dziwnie zamglona i niejasna. Otworzyłam ociężałe powieki i rozglądnęłam się w poszukiwaniu jakieś wskazówki. Znalazłam ją bardzo szybko. Obok mnie spał mężczyzna moich marzeń, snów, mój ideał, z którym spędziłam poprzednią noc. Szybko wróciły do mnie wydarzenia wczorajszego wieczora... Długa, egzystencjalna rozmowa, alkohol, szum w głowach, pragnienie, pożądanie, namiętność... Spojrzenie jego błękitnych oczu. Pełne, kształtne usta rozchylone w oczekiwaniu. Zmysłowe, umięśnione dłonie o niesamowicie długich palcach. Zapach jego ciała. Bliskość. Pocałunek. Ekstaza. Rozkosz. Żądza. Chore zmysły...
- Ola? - zapytał ze dziwieniem, gdy się obudził. - Między nami do czegoś doszło, prawda?
- Tak... - odpowiedziałam. - Nic nie pamiętasz?
- Pamiętam... Aż za dobrze – mruknął. - Ta noc była błędem, rozumiesz? Nie miało prawa do niej dojść!
- Piotrek... - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć.
- Błagam cię, ubierz się i opuść moje mieszkanie... Dobry Boże, co ja najlepszego zrobiłem?!
- Zdradziłeś swoją narzeczoną z sąsiadką? - podsunęłam. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Zadał mi ból, cios prosto w serce. Krzywdził, ranił. Nic sobie z tego nie robił.
- Nie ironizuj! - warknął. - Olka, jesteś tylko i wyłącznie moją sąsiadką, zrozum to! Łączą nas tylko takie stosunki. Nie obchodzi mnie to, że mnie kochasz. Ja kocham swoją narzeczoną, to ona jest dla mnie najważniejsza! Dlatego proszę cię ostatni raz... Wyjdź stąd... - Powiedział spokojnie, nawet na mnie nie patrząc.
Nie miałam siły, by się odezwać. Poczułam się cholernie pusta i wyprana z emocji. Moja dusza umarła. Umysł nie myślał. Serce nie biło, choć nadal kochało...

 Nie chciałam go widzieć, nie chciałam go znać. Próbowałam się od niego odciąć. Nie oglądałam meczy z jego udziałem, nie wchodziłam na strony internetowe o tematyce siatkarskiej, nie przeglądałam sportowych gazet... Jednak, gdyby to było takie proste. Nie łatwo zapomnieć o mężczyźnie, którego pokochało się całym ciałem. Nie łatwo zapomnieć o mężczyźnie, do którego podobna jest moja córka... Tak. Po tamtej nocy opuściłam Rzeszów. Wtedy wydawało mi się, że samotnie. Po kilku miesiącach zorientowałam się, że coś jest nie tak... Obawy okazały się słuszne. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszła nasza córka, której nadałam imię Nadia. Pokochałam ją od razu. Była moją małą kruszynką, która jednym spojrzeniem, uśmiechem, zaciśnięciem malutkich paluszków na mojej dłoni potrafiła sprawić, że dzień staje się lepszy. Piotrek nigdy nie dowiedział się o tym, że zaszłam w ciążę. Nie chciałam mu rujnować życia, zwłaszcza po tym, gdy dał mi do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczę. Naprawdę próbowałam o nim zapomnieć, ale nie dawałam rady. Nadia miała jego oczy, usta oraz lekko zadarty nosek. Była jego małą, żywą kopią. Gdy patrzyłam na nią widziałam jego. To się nie mogło udać...

 Blisko po roku na parę dni wróciłam do Rzeszowa. Musiałam załatwić kilka ważnych, niedokończonych spraw. Strach paraliżował mnie od środka, gdy z ciężko bijącym sercem wchodziłam do swojego byłego mieszkania. Przez ten cały czas stało puste, jakby miało nadzieję, że kiedyś do niego wrócę... Modliłam się by nie natknąć się na Piotrka i na jego narzeczoną. Chciałam wziąć to, co moje i wyjechać. Jednak los po raz kolejny nie był dla mnie łaskawy. Z chwilą odłożenia jednego z kartonów na korytarz zostałam ogłuszona szaleńczym piskiem.
- Olcia!!! Nie wierzę, że cię widzę! - usłyszałam tak dobrze znany mi głos. Głos narzeczonej mojego ukochanego. - Wróciłaś?!
- Nie - odparłam siląc się na uśmiech. - Wróciłam po kilka rzeczy, których uprzednio nie wzięłam ze sobą. - Zaraz idę...
- Nie wpadniesz nawet na kawę? Piotrek na pewno się ucieszy, zaraz wejdzie na górę... - Mówiła jak nakręcona.
- Z miłą chęcią, ale naprawdę nie mam czasu - powiedziałam. - Może innym razem...
- Wielka szkoda! Tęsknię za tobą, wiesz? Wyjechałaś bez słowa, ślad po tobie zaginął. Martwiliśmy się.
- Naprawdę?
- Tak! Piotrek zgłaszał twoje zaginięcie na policję... Gdybyś go wtedy widziała. Zachowywał się tak jakby to była jego wina... Powinnaś dać nam znać...
- Wiem, przepraszam. Jednak nie myślałam wtedy o tym. Chciałam zniknąć. Tak po prostu, zwyczajnie zniknąć.
- Ktoś cię skrzywdził?
- Powiedzmy... - Zaczęłam, ale nie skończyłam. Mała dała o sobie znać. A tak bardzo chciałam zapobiec temu wydarzeniu, tej chwili...
- Masz dziecko? - Ola zrobiła wielkie oczy. W tym samym momencie na piętro wszedł Piotrek. - Piotrek, widzisz? Boże... Pewnie przez to wtedy wyjechałaś! - Narzeczona Nowakowskiego piszczała z przerażenia, podczas gdy ja całą sobą chłonęłam jego widok. Nic się nie zmienił. Był tak samo przystojny, pociągający, seksowny... Zaczęłam drżeć ze strachu, z przerażenia. Świat, który budowałam po zniknięciu przestał istnieć. Wszystko się posypało. Wpatrywał się we mnie, jakby ducha zobaczył. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie mógł pojąć całej tej sytuacji. Tego, że stoję przed nim z dzieckiem w ramionach...
- Dobrze cię widzieć - odezwał się. Kiwnęłam głową i weszłam do mieszkania. Powędrował za mną. Swoją narzeczoną potraktował najbanalniejszym pretekstem. Posłuchała go i zeszła na dół po zakupy. Piotrek zamknął drzwi i spojrzał na mnie. - To moje dziecko, prawda?
- Tak - odpowiedziałam mocniej tuląc małą do siebie. Powoli się uspokajała. - Nie miałeś się o tym dowiedzieć. Nigdy. Nie po tym jak mnie potraktowałeś.
- Ola...
- Dajmy temu spokój, Piotrek. Wyjeżdżam, zapomnij o mnie. Zapomnij o małej. Zapomnij o tym wydarzeniu.
- Czy ty się słyszysz?! Chyba miałem prawo wiedzieć o tym, że zaszłaś w ciążę! Ze mną! Miałem prawo wiedzieć o tym, że jestem ojcem!
- Co by to zmieniło? No, co? Zostawiłbyś dla mnie Olę?
- Nie wiem, co bym zrobił! Wiem, że tamtego poranka zachowałem się jak ostatnia gnida, ale uwierz mi, że żałuję tego! Żałuję każdego słowa, jakie wtedy powiedziałem. Nie byłaś dla mnie tylko sąsiadką, stałaś się kimś więcej! - krzyknął, a moje serce zalała fala ciepła. Czyżby to było możliwe? Możliwe to, że mnie kochał? Tak naprawdę? - Mogę ją potrzymać? - Zapytał, a ja podałam mu naszą córkę w ramionach. Opadłam na krzesło i zaczęłam płakać. Ze wzruszenia. Z bezsilności. Dowiedział się, że mamy córkę. Że jest tatą. Wspaniale prezentował się z Nadią, która tonęła w jego wielkich i delikatnych dłoniach. Wpatrywał się w nią ze łzami w oczach. Był dumny. - Jest taka podobna do mnie... - Zaczął. - Ola... Przepraszam cię. Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co czuję. Od prawie roku nie mogę dojść do siebie, słyszysz? Wciąż czuję się jak w tamtą noc. Czuję ciebie całym sobą. Pamiętam nasz pocałunek, który wszystko zapoczątkował. Naszą rozmowę. Pamiętam twoje gorące spojrzenie, które spotkało się z moim. Pamiętam to jak się wtedy czułaś. Drżałaś. Pragnęłaś więcej, dużo więcej, podobnie jak ja. Czuję twój dotyk. Twoją bliskość, zapach. Twoje usta na moich ustach. Na całym ciele. Pamiętam każdy ruch. Ten delikatny i ten namiętny. Rozkoszuję się tamtą nocą. Tym jak w przypływie rozkoszy krzyczałaś moje imię. Czuję twój ból po słowach, które powiedziałem o poranku... Chyba cię wtedy kochałem, wiesz? Chyba nadal cię kocham. I naszą córkę od momentu, gdy dowiedziałem się, że jest moja, czyli od jakiś piętnastu minut. Wtedy kłamałem. Bo bałem się konsekwencji. Bałem się prawdy. Nie mogłem do siebie dopuścić myśli, że mogłem cię pokochać skoro tkwiłem i nadal tkwię w związku. A potem wyjechałaś. Bez słowa. Uciekłaś. A mój świat przestał istnieć. Wiesz, dlaczego? Bo ciebie w nim nie było. Brakowało mi naszych rozmów, żartów, wygłupów. Brakowało mi twoich oczu, uśmiechu, dołeczków w policzkach. Brakowało mi całej ciebie... A dziś chyba cię odzyskałem. Was odzyskałem...
- Piotrek... - wyjąkałam, gdy skończył mówić. Piotrek... - Podszedł do mnie i zaczął całować moje łzy. Czułam jak kamień, który tkwił w moim wnętrzu, pod wpływem jego gorących ust przestał istnieć. Gładził opuszkami palców moje policzki i uwalniał je spod nadmiaru łez. Głaskał mnie po włosach. Tulił do siebie jak małe bezbronne dziecko. Padliśmy przed sobą, zamknęliśmy się w uścisku miłości. Serca biły w tym samym rytmie, dusze odnalazły siebie na nowo... Dłonie nerwowo przyciskały do siebie drugą osobę. Oddechy mieszały się ze sobą. A ciszę przerywało jedynie słodkie pomrukiwanie naszej córki... - Kocham cię.
- Ja was też - szepnął i pocałował mnie lekko w usta. Uśmiechnęłam się szczerze. Tak mogło być już zawsze...

 I tak było. Po tamtym wydarzeniu Piotrek powiedział prawdę swojej niedoszłej żonie. Były kłótnie, łzy, wyzwiska. Była utracona nadzieja, miłość, uczucie. Ola wyjechała do rodzinnego miasta, a Piotrek odwołał ślub. Nasze nowe początki nie były łatwe. Często traciliśmy wiarę w naszą miłość i nasz związek. Jednak przetrwaliśmy próbę czasu. Potem było nam łatwiej. Na nowo przyzwyczajaliśmy się do siebie, do swoich nawyków, do swojej obecności. Naszą miłość pieczętowała Nadia, która stała się naszym oczkiem w głowie. Nasze serca ponownie odnalazły wspólną drogę. Wierzyliśmy, że nic i nikt nas nie rozdzieli. Nasza miłość będzie żyła wiecznie...

14 sierpnia 2013

Historia czwarta

 Byliśmy małżeństwem przez sześć lat. Ślub wzięliśmy w 2008 roku w bardzo młodym wieku. Ja miałam 20, a na 21 lat. Kochaliśmy się do szaleństwa, nie przejmowaliśmy się opinią innych. Po prostu byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi i młodzi, pełni pasji oraz marzeń. On zaczynał karierę siatkarza, ja byłam na pierwszym roku studiów. Mieszkaliśmy w Częstochowie. Na każdym kroku potrafiliśmy wspierać siebie nawzajem. Po przegranych meczach próbowałam podnieść go na duchu, wspierałam jak tylko umiałam, dopingowałam go na meczach i kibicowałam całej drużynie ze wszystkich sił. On pomagał mi z nauką mimo że był zajęty treningami oraz meczami. Przepytywał partii materiału, pokazał kilka sztuczek, a przed każdym egzaminem przynosił mi śniadanie do łóżka i odwoził na uczelnią życząc mi powodzenia. Możliwe, że były to błahe i najprostsze gesty, ale wywoływały uśmiech na naszych twarzach. W końcu na tym opiera się małżeństwo. Na wsparciu, zaufaniu, miłości...
Wtedy wydawało nam się, że nasza miłość przetrwa całe życie. Tak się jednak nie stało... Głównie z mojej winy. Jego kariera nabrała tempa, szybko stał się podstawowym zawodnikiem w klubie oraz w reprezentacji. Cieszyłam się jego sukcesami, bo to również były moje sukcesy. On gratulował mi pomyślnie zdanej sesji, obronieniu licencjata...
W 2011 roku przeprowadziliśmy się do Rzeszowa, ponieważ Piotrek zdecydował się na grę w tutejszym klubie. Dostaliśmy piękne mieszkanie, szybko się zaaklimatyzowaliśmy. Ja na ostatnie dwa lata, czyli na magisterkę przeniosłam się na Uniwersytet Rzeszowski. Byleby być z nim. Jednak po pewnym czasie wszystko zaczęło się psuć. Piotrek pragnął dzieci. Chciał być tatą. Chciał patrzeć jak raczkują, wymawiają swoje pierwsze słowa, jak dorastają. A ja nie byłam na to gotowa, nie chciałam ich, kiedy jeszcze studiowałam i nie chciałam, gdy ukończyłam studia z wyróżnieniem, ponieważ od razu dzięki wysokim wynikom znalazłam pracę w zawodzie. Ważniejsza była dla mnie kariera. A on nie mógł tego zrozumieć. Teraz już wiem, że popełnił błąd. Po wielu kłótniach, łzach, ostrych słowach wspólnie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. On miał prawo mieć dzieci. W końcu po to wiązał się ze mną na całe życie. Ja miałam inne plany. W sądzie odbyła się tylko jedna rozprawa za porozumieniem stron. Tym samym w ciągu paru godzin przekreśliliśmy trwające sześć lat małżeństwo...

 Od tych wydarzeń minęły dwa lata. Wyprowadziłam się z Rzeszowa na drugi koniec Polski. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie będziemy utrzymywać ze sobą kontaktów. To zabawne, bo kiedyś byliśmy gotowi oddać życie za drugą osobę...
Byłam atrakcyjną 28- latką cały czas robiącą karierę w biznesie. Niejeden mężczyzna próbował zawrócić mi w głowie, ale odprawiałam ich z kwitkiem cały czas wspominając nieudane małżeństwo z Nowakowskim. Może to wydać się głupie, ale czasami za nim tęskniłam. Za wszystkim. Za przynoszeniem śniadań do łóżka, za chodzeniem w piżamie cały dzień, gdy mieliśmy wolne i nic nie musieliśmy robić. Tęskniłam za jego oczami, które patrzyły na mnie z miłością, za ponętnymi ustami składającymi pocałunki na całym moim ciele, za dłońmi, którymi rozpalał mnie całą. Tęskniłam za silnymi ramionami, w których odnajdowałam bezpieczeństwo. Ale wiem, że tęsknię za tym wyłącznie z mojej winy. Przecież to ja nie byłam gotowa na macierzyństwo...
Poczułam cholerną zazdrość, gdy dowiedziałam się, że znalazł sobie inną kobietę. Byłam wściekła, kiedy przeczytałam radosną nowinę o tym, że wkrótce zostanie tatą. Jednak miał do tego prawo. Miał prawo być szczęśliwy.

 Tydzień temu pojawiłam się w Warszawie. Miałam do załatwienia bardzo ważne sprawy biznesowe. Natknęłam się wtedy na naszego znajomego, z którym przegadałam chyba trzy godziny. W międzyczasie zaprosił mnie na imprezę. Miała się odbyć w sobotę, więc stwierdziłam, że pójdę. Do domu wracałam w poniedziałek. Nic nie stawało mi na drodze do tego by zaszaleć. Nie chciałam się do tego przyznać, ale zaczynała doskwierać mi samotność, dlatego postanowiłam nawiązać bliższy kontakt z kimś, kto okaże się dla mnie interesujący. Zrobiłam się na bóstwo i mogłam podbijać świat. Z uśmiechem na ustach wysiadłam z taksówki i dostojnym krokiem ruszyłam w stronę klubu. Zostawiłam płaszcz w szatni i udałam się na salę główną w celu przywitania się z przyjacielem.
- Aleksandra nareszcie jesteś! - zaśmiał się i pocałował mnie w oba policzki. - Nie uwierzysz, kto tutaj jest!
- Pewnie nie zgadnę, więc będziesz musiał mi powiedzieć - zaśmiałam się, a on gestem ręki przywołał kogoś do siebie.
- Olka? - usłyszałam tak dobrze znany mi głos i zdrętwiałam. Piotrek, mój były mąż właśnie stoi przede mną we własnej osobie. Nadal był niezwykle atrakcyjny, pociągający i seksowny.
- Cześć - powiedziałam siląc się na uśmiech. Niepewnie odwzajemnił mój gest podając kieliszek szampana. Całą zawartość wypiłam duszkiem.
- To ja was zostawię - odezwał się Michał i zniknął w tłumie. Zapewne po to, by bajerować jakieś dziewczyny.
- Co u ciebie? - zapytał Piotrek lustrując mnie wzrokiem. Na jego usta wpłynął tak dobrze znany mi uśmiech. - Nic się nie zmieniłaś, nadal piękna, zjawiskowa i pociągająca.
Zarumieniłam się lekko na jego słowa, ale odpowiedziałam.
- U mnie wszystko w porządku. Nadal siedzę w biznesie po uszy, kształcę się, zdobywam cenne doświadczenie.
- Sama? Czy z kimś?
- Sama... Ale wiem, że ty niedługo zostaniesz ojcem! Gratulacje. Masz to, czego ja nie chciałam ci dać - jęknęłam.
- Tak... Ale dajmy teraz temu spokój. Zatańczysz?
- Z tobą zawsze!
Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy na parkiet.

 Tańcząc z byłą żoną wspominałem wszystkie chwile, które spędziliśmy razem. I te podczas trwania naszego małżeństwa i te wcześniejsze, gdy się poznawaliśmy. Zawsze była dla mnie piękną kobietą, a teraz dojrzała jeszcze bardziej. Nie widzieliśmy się dwa lata... Jednak nie zapomniałem o jej pięknych, dużych oczach, miękkich wargach, delikatnych dłoniach... Mimo tego, że znalazłem sobie dziewczynę, która znała moją sytuację i mimo tego, że niedługo zostanę ojcem czasami łapałem się na tym, że zbyt często myślę o Oli. Tak szybko wyzbyliśmy się uczuć, zapomnieliśmy, a może udawaliśmy, że pamiętamy o miłości, która nas połączyła. Teraz jesteśmy dwojgiem zupełnie obcych sobie ludzi...
Z szybkiego tańca, w którym obserwowałem jej kocie ruchy, piosenka zmieniła się na wolniejszą. Zarzuciła mi ręce na szyję wdychając moje perfumy, a ja oplotłem ją rękami w tali... I wtedy obudziło się we mnie pożądanie.

 Nie wiem, kiedy, nie wiem jak, ale dość szybko znaleźliśmy się w łazience zatracając się w sobie nawzajem. Usta wyprawiały to, co chciały, całowały każdy skrawek spoconych już ciał, ręce pozbywały się ubrań... Było tak jak dawniej. Wzajemne pożądanie jednak nie wygasło...

 Po wszystkim nie mogliśmy spojrzeć sobie w oczy. Po cichu ubraliśmy się, a ja nawet się nie pożegnawszy opuściłam łazienkę, a następnie cały klub. Nim się zorientowałam zaczęłam płakać jak małe dziecko. Czułam, że łzy rozmazały mi cały makijaż, ale nie to było w tej chwili ważne. Byłam podła. Jak mogłam do tego dopuścić? To się w głowie nie mieści! Czym prędzej dotarłam do hotelu, w którym się zatrzymałam, spakowałam rzeczy i udałam się na dworzec. Chyba szczęście się do mnie uśmiechnęło, bo udało mi się zdążyć na ostatni pociąg do Kołobrzegu. Wiem jedno. Muszę o tym jak najszybciej zapomnieć!

 Od tamtego czasu nie kontaktowałam się z żadnymi znajomymi. Piotrek dzwonił parę razy, ale odrzucałam wszystkie połączenia. Co niby chciał mi powiedzieć? Przepraszam? Żałuję? Zapomnijmy o tym? Ja próbowałam, ale próby okazały się bezskuteczne. To już nawet nie chodzi o to, że uprawiałam z nim seks, ale on ma dziewczynę! Dziewczynę, którą chyba kocha i która oczekuje jego dziecka! Musiałam wziąć się w garść. Jak najszybciej. Oddać się w wir pracy, nawiązać nowe kontakty, całkowicie odciąć się od Nowakowskiego i żyć w przekonaniu, że jest szczęśliwy...

 Moje plany legły w gruzach. Przed chwilą dowiedziałam się, że jestem w trzecim miesiącu ciąży. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Po codziennych mdłościach, spóźniającym się okresie poczułam, że coś jest nie tak. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale poszłam do apteki po test ciążowy. Okazał się być pozytywny... Nie zwlekałam tylko umówiłam się na wizytę. Badania również ukazały, że spodziewam się dziecka...

 To śmieszne! Paradoks życia... Spodziewam się dziecka mojego byłego męża. Jednak w ciążę nie zaszłam podczas trwania naszego małżeństwa, tylko dwa lata po rozwodzie. Postanowiłam, że je urodzę i wychowam najlepiej jak będę potrafiła. A Piotrek? Może kiedyś się dowie, że jednak ma dziecko z kobietą, z którą pragnął go mieć...



****

Witam ;*

Wiem, że trochę czasu minęło odkąd opublikowałam historię trzecią, ale lenistwo mnie dopadło. Miałam i nadal mam pomysły w głowie, niektóre są rozpisane, ale nie miałam chęci. Nie wiem, czym to było spowodowane. Może moimi trochę pokręconymi sprawami osobistymi :D 

Dziś też taka nie za bardzo szczęśliwa, ale miałam taki kaprys ^^ Ale następna będzie z innym zakończeniem, także się nie bójce ;) 
Chyba tyle ode mnie ^^

Pozdrawiam ;* 

13 lipca 2013

Historia trzecia

 Niedawno przeprowadziłam się do Rzeszowa. Ukończyłam studia na Uniwersytecie Kieleckim i teraz chciałam rozpocząć nowe życie w innym mieście. Na początku miałam w planach znaleźć mieszkanie i pracę, a do tego czasu chcąc, czy nie chcąc musiałam zatrzymać się w mieszkaniu przyjaciółki i jej chłopaka. Nie chciałam sprawiać im problemu, dlatego powiedziałam, że na jakiś czas zatrzymam się w hotelu, ale ta nawet nie chciała o tym słyszeć. Dziękowałam jej za to, co dla mnie robi. I nic złego nie byłoby we wspólnym mieszkaniu oprócz jednego, jakże szczególnego dla mnie powodu. Byłam zakochana w jej chłopaku. Od bardzo dawna. Pragnęłam z tym skończyć, ale nie udawało mi się. W jego obecności zachowywałam się jak nastolatka, a nie dwudziestopięcio letnia kobieta, która dopiero, co zdobyła tytuł magistra. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi, pociły mi się dłonie, na policzkach pojawiały się delikatne rumieńce, a na usta wpływał rozmarzony i nieśmiały uśmiech. Dzięki Bogu, Ola nie zdawała sobie z tego sprawy. Jednak podle się czułam nie mówiąc jej prawdy. Ale nie wyobrażałam sobie tego. Miałam tak po prostu wyznać jej: „Wiesz, co Oluś? Kocham Piotrka, ale to zupełnie bez znaczenia. Możemy nadal razem mieszkać i nie przejmować się tym, co ci właśnie powiedziałam”. Przecież to bez sensu! Jednak dręczyło mnie jeszcze coś... Może to głupie, ale wydawało mi się, że podczas naszych spotkań Piotrek wyrażał zainteresowanie moją osobą. Łudziłam się, że to może być prawda. Pragnęłam tego, by kiedyś spojrzał na mnie jak na prawdziwą kobietę, a nie jak na najlepszą przyjaciółkę jego dziewczyny. Jestem podła i zdaję sobie z tego sprawę. Krzywdzę Olę, krzywdzę siebie i chyba krzywdzę jego...

 Mieszkam u nich już kilka miesięcy. W tym czasie znalazłam dobrze płatną pracę w swoim zawodzie oraz mieszkanie, do którego za parę dni będę mogła się wprowadzić. W tym kierunku wszystko układało się po mojej myśli. Ale jeśli chodzi o życie uczuciowe... Miałam rację myśląc, że Nowakowski wyraża zainteresowanie moją osobą. Podczas wspólnych posiłków, czy oglądania telewizji posyłał w moim kierunku uśmiechy, przypadkowo dotykał moich dłoni, czy nóg pod stołem. Doskonale wiedział jak takie gesty na mnie działają. Choć rozum podpowiadał mi, żebym go sobie odpuściła i znalazła kogoś innego, kogoś, kto będzie zasługiwał na moją miłość bardziej niż on ja postąpiłam zupełnie inaczej. Kierowałam się sercem, które wzięło całkowitą kontrolę nad umysłem i czynami. Nie przejmowałam się tym, że postępuję jak najgorsza świnia, która krzywdzi bliskie osoby. Wdałam się w płomienny romans... I to nie był jedynie, zwykły seks, nasze widzi mi się...To było coś znacznie więcej. W naszych słowach, gestach, dotykach było wiele emocji i uczuć. On wiedział, że go kocham. Ja czułam, że on powoli zaczyna darzyć mnie podobnym uczuciem. Kiedy Ola była w pracy, a on wracał z treningów lub meczy oddawaliśmy się sobie nawzajem, by potem porozmawiać o tym, co robimy. Zwierzał mi się, że trochę męczy go związek z Olką i że jest z nią chyba z przyzwyczajenia. Próbowaliśmy powiedzieć jej o tym, co nas połączyło, ale zawsze tchórzyliśmy. Trochę pogubiliśmy się w życiu, które przygotowało dla nas dość krętą drogę z różnymi przeszkodami. Gdy przebywałam w jego obecności czułam ile serca wkłada w najdelikatniejszy pocałunek, dotyk... Traciłam głowę. Tego byłam pewna.

 Siedziałam w kuchni czytając poranną gazetę. W ręku trzymałam kubek z gorącą kawą, która zawsze stawiała mnie na nogi. Moje mieszkanie było już całkowicie gotowe i jutro miałam się przeprowadzić. Cieszyłam się z tego, bowiem wiedziałam, że teraz moje kontakty z Piotrkiem będą ograniczały się do minimum.
- Idę za zakupy... -  oświadczyła Ola z uśmiechem. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie, nie - odparłam odwzajemniając jej gest. - Za ile wracasz?
- Pewnie za kilka godzin, bo muszę załatwić jeszcze parę spraw. A dlaczego pytasz?
- Miałam nadzieję, że pomożesz mi przewieźć ostatnie pudła - wyjaśniłam upijając łyk kawy.
- No pewnie! To dla mnie żaden problem. Tylko naprawdę nie wiem, o której wrócę. Może poprosiłabyś Piotrka?
- Nie chcę go fatygować... Ma dziś chyba jakiś ważny mecz...
- Ano tak! - pacnęła się w czoło. - Proszę nie mów mu, że o tym zapomniałam - Zaśmiała się.
- Jasne...
- To ja idę! - powiedziała. - Trzymaj się - Pocałowała mnie w policzek i wziąwszy telefon, klucze i torebkę wyszła z mieszkania.
A we mnie jakby wstąpił diabeł. Postanowiłam godnie się z nim pożegnać...

 Wparowałam do pokoju Olki i Piotrka bez większego skrępowania. Patrzyłam jak leży na łóżku i wlepia we mnie swoje spojrzenie.
- Ola pojechała na zakupy - powiedziałam podchodząc bliżej, jednocześnie zaczynając odpinać guziki przy swojej bluzce.
- I, co w związku z tym? - zapytał uśmiechając się lubieżnie.
- Wróci za jakieś trzy godziny... - odpowiedziałam zrzucając z siebie zbędne odzienie.
- Chcesz jakoś przyjemnie wykorzystać ten czas, prawda?
- Chcę... - wyszeptałam klękając na łóżku. Dłońmi guzik po guziku zaczęłam odpinać jego koszulę, spod której wyłaniał się umięśniony i wysportowany tors. Lekko przejechałam po nim paznokciami zostawiając nieliczne ślady. - I chcę abyś był mój - Mówiąc to pocałowałam go delikatnie, lecz subtelnie zarazem. W mgnieniu oka odwzajemnił mój pocałunek, w którym nie było za grosz delikatności. Całowaliśmy się namiętnie, gryźliśmy się wargami, tak aby pokazać, kto tu rządzi.
- Będę cały twój - wyszeptał zrywając ze mnie biustonosz. Jęknęłam przeciągle, gdy poczułam na swoich piersiach jego wielkie ręce. Przyjemnie pieścił je swoimi dłońmi...
Gwałtownie szarpnęłam za klamrę paska od jego spodni, odpięłam guzik i rozsunęłam zamek jednocześnie wędrując dłońmi w dół. Usłyszałam jego wyraźny jęk, co tylko podsyciło moje chore żądze. Teraz to on chciał udowodnić, że wie jak zadowolić kobietę. Przewrócił mnie tak, że to on był teraz górą. Wędrował językiem po mojej twarzy, szyi, brzuchu, rękami przejeżdżał po moich udach, jednocześnie zagłębiając się dalej. Rozpalał mnie całą...Jednym ruchem pozbawił mnie spodni... Do ściągnięcia pozostały mu tylko moje bokserki, jednak z tym chciał się wstrzymać. Na początku rozchylił moje uda, wkradł się tam rękoma, pieścił je, a mnie doprowadzał do szaleństwa.
- Piooooooootrek! - krzyknęłam czując, że dłużej już nie wytrzymam. Spojrzał mi w oczy uśmiechając się lekko. - Dalej... Zrób to... - Wyjęczałam.
Zębami ściągnął ostatnią część zbędnej garderoby nie omieszkując nie pocałować mojej kobiecości. Zacisnęłam dłonie na jego plecach, by choć na chwilę sobie ulżyć. Niedługo potem jego spodnie i bokserki leżały na podłodze, a on nadal się ze mną droczył. Ja również zaczęłam całując każdy centymetr jego ciała... Drżał pod wpływem mojego dotyku i to chyba był impuls do dalszego działania. Wszedł we mnie mocno oraz gwałtownie. Od razu przeszedł do szybkich ruchów, ja zacisnęłam dłonie na pościeli rzucając głową raz w jedną, raz w drugą stronę. Było mi tak cholernie dobrze... Ja również dawałam z siebie wszystko, co mogłam, doprowadzałam go do obłędu swoimi namiętnymi pocałunkami, dotykiem... Pragnęłam udowodnić blondynowi, że ja również potrafię dawać, dlatego teraz to ja byłam górą. Językiem przejeżdżałam po jego torsie, a on delektował się moim ciałem dotykając brzucha oraz piersi...Głośno jęczałam, krzycząc jego imię wyrażając jak dobrze jest mi w tej chwili...On również nie powstrzymywał swoich jęków, czym bardziej podsycał moje niegasnące pożądanie. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, tylko cały czas oddawała się przyjemnościom. Sądząc po wyrazie jego twarzy on również. Zaczęliśmy szczytować w tym samym momencie pojękując. Zmęczona, ale szczęśliwa i spełniona opadłam na jego tors. Czule głaskał moje plecy i gładził kark... Miałam ochotę na więcej, jednak w tym samym momencie otworzyły się drzwi.
- Piotrek, jesteś? Szukam cię po całym do... - odwróciłam się i zobaczyłam zdezorientowaną twarz Oli. - CO TO MA ZNACZYĆ?! OD JAK DAWNA ZDRADZASZ MNIE Z MOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ?! - Wrzasnęła.
- Co ty tu robisz? - spytałam zdziwiona. - Miałaś wrócić za...
- Ty masz czelność mnie o to pytać?! Dla twojej wiadomości zapomniałam dokumentów... Nie spodziewałam się, że zastanę taki widok! Od jak dawna to trwa?!
- Od kilku miesięcy - wyjaśnił Piotrek.
- C-co? Okłamujecie mnie od kilku miesięcy?! Wspaniale! Wiesz, co Milena? Miałam cię za swoją przyjaciółkę, a ty co?! Wykorzystałaś fakt, że między nami nie było teraz najlepiej i postanowiłaś zobaczyć jak to jest?!
- To nie tak... Kocham Piotrka od kilku lat. On również się we mnie zakochał.
- To prawda... - przytaknął.
- Nie wierzę w to, co słyszę. Nie wierzę w to, co widzę! Muszę ochłonąć... - wyszeptała i blada jak ściana opuściła mieszkanie.
- I, co teraz? - spojrzałam na Nowakowskiego, którego twarz nie zdradzała żadnych uczuć.
- Nie mam pojęcia...

 Kiedy Ola wróciła do mieszkania mnie już tam nie było. Od kilku tygodnie nie kontaktowałam się ani z nią, ani z Piotrkiem. Zdobyłam się tylko na to, aby wysłać jej wiadomość z przeprosinami. Sądząc po braku odzewu myślałam, że wybaczyła Piotrkowi. Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Chciałam żyć inaczej, po swojemu, a tymczasem wplątałam się w takie bagno...
Miałam wychodzić do pracy, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, kto postanowił mnie odwiedzić.
- Piotrek?
- Milena chcę być z tobą rozumiesz? - wyszeptał.- Z tobą i tylko z tobą. Z nikim innym - Mówił jakby był w transie. - To ciebie, a nie ją kocham. Trochę czasu potrzebowałem, żeby to zrozumieć, ale teraz już wszystko wiem. To z tobą chcę spędzić resztę życia, bo ty jesteś moją miłością...
- Piotrek - jęknęłam i zarzuciłam mu ręce na szyję. - Chcę tego samego, co ty - Szepnęłam mu do ucha. Nie chciałam osiągnąć tego takim kosztem, ale życie jest nieprzewidywalne. Nigdy nie wiesz, co czeka za rogiem. Nie wiesz, kiedy dopadnie cię prawdziwa miłość. A ona dopada człowieka w najmniej oczekiwanym momencie, by dowieść, że dwie osoby nie potrafią bez siebie żyć.



****

Witam ;*

Miało być za dwa tygodnie, ale jest dzisiaj ;) Cieszycie się? :D 
I w końcu jest szczęśliwa! Hm... Może po prostu będę je tak przeplatać? Zobaczę, co mi w danej chwili wpadnie do głowy ^^ 
Myślę, że nową historię uda mi się dodawać, co tydzień, jednak niczego nie obiecuję.
A zaległości postaram się nadrobić w nadchodzącym tygodniu ;) 

Niestety wczoraj Polacy przegrali mecz z Bułgarią i tym samym pożegnali się z Final Six. Jeszcze dziś mają do rozegrania jeden mecz z reprezentantami tego kraju i wierzę, że dziś uda im się ta sztuka. I wierzę również w to, że oczekiwana forma zjawi się na Mistrzostwa Europy i wtedy zamkną usta wszystkim niedowiarkom ;)

Pozdrawiam ;* 

7 lipca 2013

Historia druga


 Oglądając zdjęcia z jego ślubu czułam się tak jakbym przegrała życie. W tym momencie wszystko straciło dla mnie najmniejszy sens. Po raz kolejny... On ułożył sobie życie, znalazł kobietę, która spodziewa się jego dziecka. A ja? Byłam sama jak palec. Od momentu naszego rozstania minęły długie cztery lata. Mimo upływu czasu nie potrafiłam wymazać go z pamięci. Wydawało mi się, że on jest przy mnie, codziennie rano budzi mnie pocałunkiem, tuli mnie do snu... Chwile, które spędziliśmy razem wryły się w głęboko w moje serce. Może to głupie, ale cały czas widziałam jego oczy, które wpatrywały się w moje, czułam dotyk i smak jego ponętnych ust, dotyk dłoni... Nie mogłam tego znieść. On nadzwyczaj szybko uporał się z tragedią, którą razem przeżyliśmy. Byliśmy razem trzy lata. W tym czasie zdążyliśmy się pokochać, kłócić, rozstać i wrócić do siebie. Jednak nie potrafiliśmy wziąć się w garść po tym, co nas spotkało. Ja płakałam w dzień i w nocy. Nie przejawiałam ochoty do rozmów, do przebywania w jego obecności. Odsuwałam się od niego. Wiedziałam to, jednak nic nie mogłam z tym zrobić. On próbował do mnie dotrzeć, ale stracił cierpliwość. Emocje wyładowywał na treningach i meczach. Gdy wracał do domu ja udawałam, że śpię. Wtedy wydawało mi się, że mam do tego pełne prawo. Dziś wiem, że zachowywałam się irracjonalnie. W końcu nie tylko ja straciłam synka...

 Nigdy nie lubiłam cmentarzy. A jeszcze bardziej znielubiłam to miejsce odkąd przychodzę do swojego synka. Zmarł cztery lata temu... W okresie mojej ciąży wszystko było dobrze, rozwijał się prawidłowo, był zdrowy... Oszalałam ze szczęścia, bo do jego pełni brakowało nam dziecka. On był ze mną, wspierał, chodził dumny jak paw, płakał ze szczęścia podczas każdego badania USG... Jednak parę dni po porodzie pojawiły się komplikacje. Zmarł we śnie. Śmierć łóżeczkowa... Nie mogłam się z tym pogodzić. Wpadłam w histerię. Zamiast przyjmować do siebie ludzi, odpychałam ich. On naprawdę się starał. Też cierpiał, ale przede mną chciał być silny, nie chciał pokazywać słabości... Parę razy widziałam go jak płakał. Jednak nie robił tego przy mnie. Robił to w nocy. Siedział po ciemku w salonie. Mogłam wtedy pokazać mu, że wiem, że rozumiem, że on też cierpi. Nie zrobiłam tego, czego ogromnie żałuję. Jestem pewna, że gdyby nie moja duma nadal bylibyśmy razem. Pewnego dnia nie wytrzymał. Powiedzieliśmy sobie parę ostrych słów, po których on złapał za walizkę, zabrał wszystkie swoje rzeczy i wyprowadził się. Od tego momentu go nie widziałam, nie miałam z nim żadnego kontaktu. Wiedziałam, co nieco z telewizji i Internetu. Między innymi to, że ułożył sobie życie. Teraz ma żonę i niedługo zostanie ojcem...
Na cmentarzu również się nie widywaliśmy. Przychodziliśmy tak, żeby nie spotkać się ze sobą. Jednego nie mogłam przeboleć. Tego, że mimo upływu lat nadal go kocham... Kciukiem otarłam łzy i otrząsnęłam się ze wspomnień. Zmierzałam właśnie w kierunku grobu mojego synka. Dziś, w czwartą rocznicę jego śmierci. W dłoni trzymałam znicz z małym aniołkiem. Nie mogłam pogodzić się z jego stratą. Miałam nadzieję, że będę sama tak jak zawsze. Po prostu chciałam zapalić znicz, pomodlić się, a później usiąść na ławeczce i porozmawiać z nim jak to miałam w zwyczaju. Jednak przy grobie ktoś już stał...

 Co roku to samo uczucie...Wpatrując się w tablicę nagrobną mojego synka wszystko wraca do mnie ze zdwojoną siłą. Zastanawiam się, co zrobiliśmy źle, że nagle wszystko się posypało. Na początku obwiniałem o to Patrycję, wszystko zwalałem na nią. Miałem jej za złe, że tak się zachowywała. Odpychała mnie od siebie, nie chciała rozmawiać. Wolała sama uporać się z tą tragedią, choć nie dawała sobie rady. Wiedziałem o tym doskonale. Próbowałem jej pomóc, dogadać się, ale wszystkie moje próby na nic się zdały. Ja również bardzo mocno przeżywałem to wszystko, jednak przy niej nie okazywałem swoich słabości. Nagromadzone emocje tłumiłem w sobie, aby później wyładować je podczas treningów i meczów. Może w tym momencie popełniłem błąd. Może powinienem pokazać jej, że ja również cierpię. Może wtedy byłoby inaczej... Jednak nie zrobiłem tego. Po paru poważniejszych kłótniach, ostrych słowach nie wytrzymałem. Spakowałem swoje rzeczy i wyprowadziłem się. Od tamtego czasu nie mieliśmy kontaktu. Ja po dwóch latach otrząsnąłem się z przeżytej tragedii, znalazłem kobietę, którą pokochałem całym sercem. Wzięliśmy ślub, a niedługo zostaniemy rodzicami. Po stracie małego na początku ciąży mojej żony bałem się, że historia się powtórzy, ale wybiła mi to z głowy. Oczywiście wiedziała o wszystkim i podnosiła na duchu. Z chęcią razem ze mną odwiedzała cmentarz, bowiem doskonale zdawała sobie sprawę z tego ile to dla mnie znaczy...
Nie miałem pojęcia, co stało się z Patrycją. Może podobnie jak ja ułożyła sobie życie? Życzyłem jej tego z całego serca, ponieważ zasługiwała na szczęście. Należało się jej od życia po tym, co przeszła. Kilka razy myślałem o tym jak potoczyłyby się sprawy, gdybyśmy wspólnie się podnieśli. Miałem w głowie jeden scenariusz. Jesteśmy razem, bierzemy ślub i staramy się o kolejne dziecko i jakoś funkcjonujemy. Jednak tak się nie stało, a ja wziąłem się w garść. Teraz, w czwartą rocznicę śmierci naszego synka stoję przed jego grobem i modlę się. I proszę o to, żeby zaopiekował się swoją mamą i miał na nią oko. Kiedy skończyłem dałem wygnał Oli, że czas już iść...Odwróciłem głowę i odebrało mi mowę. Patrycja...

 Myślałam, że mam zwidy. To przecież niemożliwe. Od czterech lat nie spotkaliśmy się na cmentarzu, więc dlaczego dziś? Przełknęłam ślinę i ruszyłam w ich stronę. Jego żona wyglądała kwitnąco w zaawansowanej ciąży, on również prezentował się niczego sobie. Gdy spoglądałam na niego wszystkie wspomnienia odżyły, a chwile spędzone razem stały się wyraźniejsze. Próbowałam się od tego uwolnić, ale nie potrafiłam.
- Cześć... - powiedziałam niepewnie uciekając wzrokiem.
- Hej - odpowiedział. - To moja żona Ola, a to Patrycja - Przedstawił nas sobie. Lekko uśmiechnęłam się do jego wybranki życiowej jednocześnie myśląc, że ma ogromnego farta. Ja straciłam go przez własną głupotę i próżność. Odwzajemniła gest.
- Piotrek, ja zaczekam w samochodzie - odezwała się i odeszła.
- Widzę, że u ciebie wszystko w porządku - zagadnęłam. - Za ile miesięcy zostaniecie rodzicami?
- Za dwa - na jego usta wpłynął uśmiech. - A ty? Ułożyłaś sobie życie? Jesteś z kimś?
- Nie... -  westchnęłam. - Nie mam siły. Boję się, że historia się powtórzy.
- Patrycja nie możesz tak myśleć... Musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Zasługujesz na szczęście jak mało kto, naprawdę.
- Dzięki, że tak mówisz, ale nie jestem w stanie. Ciągle przed oczami stają mi wydarzenia z przeszłości, a dziś... - zaczęłam, jednak nie skończyłam. Z moich oczu poleciały łzy. Nie chciałam tego. - Przepraszam. Wiem, że nie lubisz jak płaczę.
- Daj spokój - delikatnie objął mnie ramieniem. - Jak sobie radzisz?
- Jakoś. Niekiedy jest lepiej, niekiedy gorzej. Cieszę się, że ty ułożyłeś sobie życie z kobietą, która na ciebie zasługuje. Z biegiem czasu zdałam sobie sprawę z tego, że ja nią nie byłam.
- Patrycja, wiemy jak było. I proszę cię, nie wracajmy do tego. To było dawno. Łączą nas wspomnienia i...
- Byłam taka głupia - jęknęłam.- Pewnie nie wiesz, że ja wiedziałam o tym, że cierpisz. Widziałam jak płaczesz po nocach, nie chcąc bym to zauważyła. Teraz wiem, że ja zachowywałam się jak skończona idiotka, podczas gdy ty również cierpiałeś. Nie doceniłam tego, a teraz żałuję. Jednak nie cofnę tego...
- Nie miałem pojęcia - powiedział uśmiechając się smutno. - Ale masz rację. Nie cofniemy tego. Musimy nauczyć się z tym żyć. Ja czynię kroki w tym kierunku. Mam nadzieję, że ty zrobisz to samo. A teraz cię zostawiam, bo chyba chcesz pobyć sama z naszym synkiem.
- Tak, masz rację.
- Powodzenia Patrycja. Zawsze będę o tobie pamiętać - rzucił i poszedł sobie.
Patrzyłam na jego sylwetkę, która z każdą minutą stawała się coraz odleglejsza i mniejsza.
- Powodzenia Piotrek. Zawsze będę cię kochać...



****

Witam ;*

Dwa tygodnie przerwy i czas na publikację historii drugiej :D Myślę, że jak wszystko dobrze pójdzie to właśnie nowe będą pojawiały się w takim odstępie czasowym. Pasuje Wam? ;) 
Wiem, że znów smutna. Postaram się, żeby kolejna zakończyła się inaczej, lepiej :D 
Naprawdę mam w głowie masę pomysłów na takie i takie, więc nie pozostaje nic innego jak tworzyć :D

Dziś kolejny mecz Polski z USA ;) I kolejne nerwy... Mam nadzieję, że dziś będzie wygrana za trzy punkty obfitująca jak zwykle w wielkie emocje :D Tylko z umiarem, żeby moje i Wasze serca to wytrzymały :D 

Pozdrawiam ;* 

23 czerwca 2013

Historia pierwsza


 Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to będzie nasze ostateczne pożegnanie. Nigdy bym nie przypuszczał, że znajdę się w takiej sytuacji. Ja mam narzeczoną, ona za parę dni wychodzi za mąż. Spotkaliśmy się przypadkowo. W parku. Biegała i nie zauważyła mnie, idącego z zakupami...Nie wiem, co mnie w niej zauroczyło. Urocze rumieńce, gdy przepraszała? Nieśmiały uśmiech i kokieteryjne spojrzenie? Rozwiany włos? Szczupła sylwetka? Jednak to wystarczyło. Zaczęliśmy się spotykać, na początku na kawie, później chodziliśmy na spacery. Dowiadywaliśmy się o sobie nowych rzeczy. Ona wiedziała, że kogoś mam. Ja wiedziałem, że jest zaręczona. Mimo wszystko nie mogliśmy się opanować... Pragnęliśmy siebie nawzajem. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że źle robimy, ale... Jej usta, dłonie, ruchy... Kompletnie straciłem głowę dla pięknej szatynki, która zawładnęła również moim sercem. Co miałem jej dziś powiedzieć? Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co czuję...

 Umówiliśmy się w parku. Tam, gdzie się poznaliśmy. Odruchowo splotłem nasze palce. Jej dłoń była taka drobna i delikatna. Udaliśmy się do najbardziej cichego zakątka, gdzie nigdy nie zaglądają ludzie. Nie mam pojęcia, dlaczego. Według nas jest to najbardziej magiczne miejsce w całym parku.
- Nie chcę mi się wierzyć, że już nigdy więcej cię nie zobaczę... - zaczęła. W jej zielonych oczach zabłysły łzy.
- Nie płacz, kochanie - wtuliłem twarz w jej włosy. Przyjemnie pachniały truskawkowym szamponem. - Ja nie mogę się z tym pogodzić... Przecież my nie możemy bez siebie żyć! Może powinniśmy zakończyć nasze związki i być ze sobą? Pomyśl jak byłoby cudownie! - Zaproponowałem. Chwytałem się ostatniej deski ratunku. Byleby być z nią...
- Co? Jak ty to sobie wyobrażasz? Mamy ot tak to wszystko skończyć? To nie takie proste!
- Wyjedźmy gdzieś! Gdzieś daleko...Ola ja nie mogę bez ciebie żyć! Zrozum to! Tylko ty dajesz mi szczęście! Dzięki tobie wiem, po co mam wstawać rano z łóżka. Kocham cię do szaleństwa! I nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ciebie. Bo nie mogę sobie wyobrazić, że nie będę widział twoich oczu, uśmiechu, słyszał twego głosu...Nie będę cię całował, dotykał...
- Ale Piotrek... - jęknęła bliska płaczu. - To brzmi tak pięknie w twoich ustach, ale my nie możemy... Zasady...
- Pierdolę wszystkie zasady!- wrzasnęłam i przyciągnąłem ją do siebie z całej siły. Gwałtownie wbiłem się w jej usta, a ona nawet nie protestowała. Zarzuciła mi ręce na szyję i oddawała pocałunki. Nie było w nich za grosz delikatności. Były łapczywe, namiętne, zachłanne...

 Jego pocałunki scałowywały wszystkie wątpliwości. Sprawiały, że miałam ochotę poddać się temu szaleństwu, rzucić wszystko w cholerę i zostać z nim. Jednak wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. W moim przypadki to chyba rozum wziął kontrolę nad rozumem.
- Piotrek... Dajmy temu spokój - oznajmiłam odchodząc od niego. - To wszystko nie ma sensu. To, co teraz robimy. Musimy o sobie zapomnieć, słyszysz? O tym wszystkim, co między nami zaszło. Musimy zachowywać się tak jakbyśmy się nigdy nie poznali. Tak będzie lepiej. I dla nas i dla naszych drugich połówek, z którymi zamierzamy wziąć ślub...
- Nie wierzę w to, co mówisz! Tak jakby cię to w ogóle nie obchodziło, nic nie znaczyło...
- Oczywiście, że wszystkie chwile, które spędziliśmy razem są dla mnie naprawdę ważne, ale tak nie może być dalej. Musimy to skończyć i zacząć nowe życie. Bez siebie.
- Zrozum, że ja tak nie potrafię! Nic na to nie poradzę, że zakochałem się w tobie jak wariat!
Spojrzałam na niego. Płakał. Serce mi zmiękło. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ale byłam gotowa się poddać.
- Dobrze... Skoro tak stawiasz sprawę... Ja zerwę z narzeczonym, a ty z narzeczoną.
- I zaczniemy nowe życie? Ze sobą?
- Tak... Ze sobą...

 Byłam naiwna wierząc, że rzuci swoją narzeczoną. Ja wywiązałam się obietnicy, którą mu dałam. Zerwałam z Kubą na dwa tygodnie przed ślubem. Nie oszukiwałam. Powiedziałam mu całą prawdę. O tym, że będąc razem poznałam kogoś innego i zakochałam się do szaleństwa. Czułam, że zasługuje na to, by wiedzieć, co zmusiło mnie do takiego czynu. Nie był zachwycony, ale po pewnym czasie zrozumiał i docenił moją szczerość. Dziękował nawet za to, że otworzyłam mu oczy. Nie mogłam się z nim związać na całe życie. Zrujnowałabym życie nie tylko sobie, ale przede wszystkim jemu, który zasługuje na to, by poznać lepszą dziewczynę ode mnie. Chciał oszczędzić mi wstydu i przed wszystkimi powiedzieliśmy, że to była nasza wspólna decyzja. Na koniec życzył mi szczęścia na dalszej drodze z Piotrkiem. Chciałabym, żeby tak było...
Niestety.
Dzwoniłam do niego, ale nie odpowiadał. Chodziłam do jego domu, ale nikt mi nie otwierał. Bałam się, że coś mu się stało i nie ma jak mnie o tym powiadomić. Przeczuwałam najgorsze, jednak jednego się nie domyśliłam...W dniu jego planowanego ślubu udałam się do Kościoła, w którym miała odbyć się uroczystość. Poczułam się koszmarnie. Jak najgorsza osoba na świece. Zrozumiałam, że kłamał. Może i mnie kochał, ale dla tej miłości nie był w stanie zrezygnować ze ślubu z inną... Łzy zakręciły mi się w oczach, gdy patrzyłam na niego, ubranego w elegancki garnitur i na nią, wyglądającą olśniewająco w pięknej, białej sukni... Nie wiem, co podkusiło mnie do tego, aby podejść bliżej. Nie zwracałam uwagi na ludzi, którzy patrzyli się na mnie dziwnie, gdy szłam przez Kościół. Ja tylko chciałam popatrzeć jak ostatecznie go tracę.
- ... i obiecuję, że nie opuszczę cię aż do śmierci- Wypowiedział słowa przysięgi i wtedy mnie dostrzegł. Cień zakłopotania i przerażenia wdał się na jego twarz. Nie chciałam jednak rujnować całej uroczystości. Zacisnęłam powieki, aby później wybiec przed świątynię i rozpłakać się jak małe dziecko...Nic już nie miało najmniejszego sensu.
Straciłam go bezpowrotnie.
Straciłam go na zawsze...


****

Witam ;*

Wakacje mi się już zaczęły, choć dopiero w piątek zakończenie roku, więc szaleję z tego powodu :D 
Na pomysł pisania jednoodcinkowych historii o Piotrku wpadłam już jakiś czas temu i postanowiłam wprowadzić go w życie ^ ^ 
Nie wiem, dokładnie ile ich będzie, na razie mam pomysły na jakieś pięć, może sześć, a później się zobaczy :D I tak... to będą historie tylko o Piotrku :D 
Postaram się dodawać jak najczęściej i zmobilizować się do pisania na inne opowiadania, by je skończyć. Miałam takie same plany w tamtym roku, ale jakoś nic z nich nie wyszło i żywię głęboką nadzieję, że teraz będzie inaczej :D 
Mam nadzieję, że takie piotrkowe historie przypadną Wam do gustu ^^

Pozdrawiam ;*